Niezwykłe zdarzenie w Sydney (związane z Eucharystią) – s. Briege McKenna

Do niezwykłego wydarzenia związanego z Eucharystią doszło kiedyś w Sydney w Australii. Do budynku, w którym wraz z ojcem Kevin’em głosiliśmy nauki ewangelizacyjne, weszła pewna kobieta. Podeszła do mnie i poprosiła, żebym się z nią pomodliła. Była zrozpaczona, cierpiała bowiem na raka żołądka. Miała guz, który powodował dużą opuchliznę. Lekarze powiedzieli jej, że operacja nic nie da, gdyż nowotwór zbytnio się rozprzestrzenił.

Wiedziałam, że tego popołudnia miała być odprawiona Msza święta, zaproponowałam więc jej, by poszła na Eucharystię i sama poprosiła Jezusa, aby ją uzdrowił. Kobieta ta ogromnie bała się śmierci. Wyznała mi: — Siostro, tak bardzo boję się umierać! Gdyby tylko Bóg mógł zabrać ode mnie ten okropny lęk!

— Proszę iść na spotkanie z Jezusem w Eucharystii — odrzekłam. — Nie mogę nikogo zapewniać, że zostanie uzdrowiony w sposób, jakiego pragnie, bo to Bóg uzdrawia a nie ja. Jednak Jezus udzieli ci siły do stawienia czoła wszystkiemu, co stanie na drodze twego życia. Jeśli Bóg ma zamiar przeprowadzić cię przez bramę śmierci, da ci łaskę, abyś mogła przejść przez tę bramę bez tego okropnego lęku. Jeśli zaś masz żyć dalej, Jezus obdarzy cię łaskami potrzebnymi do życia.

Nie wiedziałam, że kobieta ta rozmawiała także z ojcem Kevin’em, a ten powiedział jej dokładnie to samo. Działo się to w sobotę rano. Tego wieczora, podczas prowadzonego przez nas spotkania, jakaś kobieta przebiegła między ustawionymi w holu krzesłami i objęła mnie wołając: — Siostro, to się stało! To się stało!

Zastanawiałam się, kim może być ta kobieta i co takiego mogło się wydarzyć. Zapytałam: — Co się stało?

— Proszę tylko na mnie spojrzeć! — zawołała. — Byłam u siostry dzisiaj rano. Poszłam na Mszę, jak mi siostra poradziła. Kiedy szłam do Komunii, mówiłam sobie: „Za kilka minut spotkam Jezusa. Przyjmę Go do swego serca i poproszę, aby mi pomógł”.

Kobieta ta była katoliczką i często przyjmowała Komunię świętą. Teraz jednak, spojrzawszy na Hostię, wyszeptała: „Wiem, że naprawdę jesteś tutaj. Teraz, kiedy zjednoczysz się ze mną, zabierz ten nieznośny lęk. Uzdrów mnie, jeżeli chcesz. Proszę Cię, Jezu, pomóż mi”. — Zaledwie przyjęłam Komunię świętą — opowiadała dalej — poczułam coś jakby ogień w moim gardle, przesuwający się w dół. Spojrzałam na siebie i zobaczyłam, że opuchlizna zniknęła.

Zastanawiam się, jak wielu z nas uczestniczy w Eucharystii jedynie ciałem, bez żywej, oczekującej wiary, bez jakiegokolwiek zaangażowania w to, co się na ołtarzu dokonuje. Być może, przychodzimy na Mszę świętą jedynie ze względu na łaski jakie możemy dzięki niej otrzymać; nie dziękujemy jednak Bogu ani nie uwielbiamy Go za to, że daje nam w Eucharystii siebie samego.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.