Najbardziej spektakularny cud św. Józefa

W 1933 roku na rozkaz Heinricha Himmlera w Dachau niedaleko Monachium, założono pierwszy obóz koncentracyjny. Stał się on karnym obozem pracy dla ponad 30 tysięcy więźniów. Wśród nich było prawie trzy tysiące duchownych z całej Europy. Największą grupę stanowili Polacy.

Księża uznani za inwalidów trafiali do komór gazowych, a potem do pieców krematoryjnych. Byli też częstymi ofiarami nazistowskich eksperymentów pseudomedycznych. Niemieccy lekarze zarażali zdrowych więźniów żółtaczką, malarią czy ropowicą. Do celów lotniczych przeprowadzali badania w komorach ciśnieniowych i zamrażali więźniów. Sytuacja obozowa nieco zmieniła się po klęsce pod Stalingradem w lutym 1943 roku, kiedy Niemcy wysłali młodych esesmanów z obozu na front wschodni. Nowa załoga składająca się ze starszych Niemców była bardziej „ludzka”.

Kiedy w 1945, wszystko wskazywało na to, że druga wojna światowa się kończy, rosła wśród więźniów obozu obawa, że Niemcy będą chcieli zlikwidować wszystkich świadków ich rozlicznych zbrodni. Po dyskusjach i naradach polscy kapłani i świeccy zdecydowali, że dokonają aktu oddania się pod opiekę św. Józefa, będą szerzyć kult tego świętego, a po wyzwoleniu złożą Mu hołd w pielgrzymce do sanktuarium w Kaliszu i przyczynią się do powstania Dzieła Miłosierdzia pod jego wezwaniem.

Uchwalono, że dokonanie tego zbiorowego aktu nastąpi 22 kwietnia, w uroczystość Opieki Św. Józefa. Umówiono się też, że gdyby zaszły jakieś przeszkody udaremniające dopełnienie aktu zbiorowego, każdy dokona go osobno według ustalonego wcześniej tekstu. Zanim doszło do tego niecodziennego wydarzenia, chcąc jak najlepiej przygotować do niego zarówno księży, jak i świeckich, wygłoszono szereg konferencji oraz odprawiono nowennę do św. Józefa, w trakcie której modlono się o „cud wyzwolenia”. W ostatni dzień nowenny, 22 kwietnia 1945 roku, podczas dwóch Mszy Świętych około 800 księży i osób świeckich odmówiło akt oddania się w opiekę św. Józefa.

Księża więźniowie nie wiedzieli wtedy, że w tajnym rozkazie Heinrich Himmler zaplanował likwidację obozu i żaden więzień nie miał się dostać żywy w ręce nieprzyjaciela. Siedem dni później 29 kwietnia o godzinie 21 miał wybuchnąć pożar jako sygnał dla stacjonującej niedaleko dywizji SS Wiking, która po wkroczeniu do obozu zrównałaby go z ziemią. Jednak na cztery godziny przed realizacją rozkazu, obóz strzeżony przez uzbrojoną załogę został zdobyty przez garstkę alianckich żołnierzy armii generała Pattona, która kierowała się do Monachium. Zaraz po oswobodzeniu obozu, gdy zebrani na placu apelowym więźniowie zaczęli skandować „dziękujemy, dziękujemy”, amerykański oficer odpowiedział: „Nie dziękujcie nam, ale Bogu”.

Kiedy w pozostawionej przez hitlerowców dokumentacji znaleziono rozkaz, według którego 4 godziny później miano wymordować wszystkich obozowych jeńców, dla księży stało się jasne – cud ocalenia zawdzięczają wstawiennictwu św. Józefa. On był ich Orędownikiem u Boga. W dniu wyzwolenia w obozie było 856 kapłanów.

Jeszcze do niedawna najstarsi mieszkańcy Kalisza opowiadali o pierwszym przyjeździe więźniów. W podziękowaniu za cud ocalenia z dworca do sanktuarium św. Józefa, wszyscy szli na kolanach. A był to spory kawałek drogi…

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.