Przejechali 15 km w 5 minut. Bez benzyny! Niezwykły Cud ojca Pio

Ojciec Onorato opowiadał: „Przyjechaliśmy razem z moim kolegą motocyklem do San Giovanni Rotondo. Dotarliśmy do klasztoru tuż przed południem. Po spotkaniu z przełożonym udałem się do sali jadalnej aby spotkać się z Ojcem Pio i ucałować jego rękę. Chciałbym nadmienić, że motocykl na którym przyjechałem był marki „Osa”. Ojciec Pio spytał się mnie więc: „Synu, czy ‘Osa’ Cię nie użądliła?” Byłem tym zdziwiony, ponieważ Ojciec Pio nie widział mnie kiedy zajechałem, ale skądś wiedział jakiego środku transportu użyłem aby się tu dostać.

Następnego ranka opuściliśmy San Giovanni Rotondo na mojej „Osie” udając się w stronę San Michele, małego miasteczka położonego nieopodal. W drodze powrotnej zaczęła kończyć się benzyna, więc postanowiliśmy napełnić bak w Monte Sant’Angelo. Jednakże tuż po wjeździe do miasteczka okazało się, że mamy pecha, wszystkie stacje benzynowe były zamknięte. Zdecydowaliśmy się więc wyruszyć do San Giovanni Rotondo z nadzieją, że spotkamy po drodze kogoś, od kogo będziemy mogli dostać paliwo.

Szczególnie martwiłem się moimi braćmi w klasztorze; byłoby niewdzięcznością nie wrócić na czas południowego posiłku, tym bardziej, że bracia mnie na nim oczekują.
Nagle silnik zaczął przerywać z powodu braku benzyny i po kilku metrach motocykl stanął. Po sprawdzeniu baku okazało się, że jest pusty. Ze smutkiem przypomniałem mojemu koledze, że zostało nam już tylko piętnaście minut, żeby zdążyć na wspólny posiłek z naszymi braćmi.

Nie byliśmy w stanie znaleźć żadnego rozwiązania i wtedy mój kolega z frustracją pchnął nogą korbę od rozrusznika. To było nie do uwierzenia. Motor nagle zaczął działać. Natychmiast ruszyliśmy w stronę San Giovanni Rotondo nie zadając sobie pytania jak to było możliwe, że uruchomiliśmy motocykl bez paliwa.

Kiedy dojechaliśmy na środek placu motor znów przestał działać, tak samo nagle, jak zaczął. Sprawdziliśmy bak i okazało się, że był tak samo pusty jak przedtem. Równie wielkie zdumienie ogarnęło nas, kiedy spojrzeliśmy na zegarki: było dziesięć minut przed czasem posiłku. To oznaczało, ze przejechaliśmy piętnaście kilometrów w pięć minut: co daje średnio 180 kilometrów na godzinę. Bez benzyny! Wszedłem do klasztoru akurat wtedy, kiedy moi bracia schodzili na posiłek; a kiedy poszedłem zobaczyć się z Ojcem Pio, on tylko mi się przyglądał i uśmiechał.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.